Popłynęła muzyka znad Wisły i występowała nasza Niepodległa kapela!
Klub pożeraczy książek, który na co dzień pochłania słowa,
tym razem postanowił pochłonąć… dźwięki!
I tak oto powstała nasza Niepodległa kapela —
zrodzona z miłości do książek, historii i muzyki.
A skoro świętowaliśmy wolność, to z radością, nie z zadumą.
Bo przecież cieszyć się wolnością to także cieszyć się życiem!
Dlatego na naszym występie było trochę śmiechu, trochę wzruszenia
i dużo muzyki prosto z serca.
A że — jak wiadomo — Ojczyzna jest rodzaju żeńskiego,
to zaczęliśmy od piosenki „Baby”.
Bo spróbuj, człowieku, żyć bez Ojczyzny — jak bez baby!
Nie da się!
Czasem zrzędzi, czasem się gniewa, czasem rozkazuje,
ale bez niej świat byłby zupełnie pusty.
Więc śpiewaliśmy właśnie o Niej —
naszej, pięknej, kapryśnej i kochanej Polsce.
A potem przenieśliśmy się do dawnej Warszawy —
tej z czasów, gdy po Krakowskim Przedmieściu spacerował Eugeniusz Bodo, aktor, piosenkarz i ulubieniec kobiet,
człowiek, który łączył elegancję z uśmiechem i talentem.
To właśnie w „Europejskiej”, wśród zapachu kawy i dźwięków orkiestry,
bywał często — otoczony przyjaciółmi, artystami i damami,
które nuciły pod nosem jego najnowsze przeboje.
Przy sąsiednim stoliku siadywał Wieniawa-Długoszowski —
adiutant Marszałka Piłsudskiego, oficer z fantazją, kawalerzysta i poeta,
który mawiał, że „prawdziwy mężczyzna nigdy nie rozstaje się z koniem, szablą i humorem”.
A gdzieś obok, jakby mimochodem, mogła pojawić się słynna Mistinguett —
paryska gwiazda kabaretu, uosobienie wdzięku, elegancji i kobiecego uroku,
która zachwycała całą Europę i była symbolem stylu tamtych lat.
To właśnie w takiej atmosferze pojawia się Nikodem —
ten, co ma „filmową urodę, dystynkcję i sportowy styl”.
Piosenka „Nikodem”przeniosła
nas w świat elegancji, dźwięków i przedwojennego czaru.
Bo Warszawa tamtych lat to nie tylko historia —
to rytm, wdzięk i odrobina szaleństwa.
Ale w życiu zawsze jest miejsce na uczucia.
O nich opowiadała kolejna piosenka — „Stachu”.
„Stachu, ja o Tobie wciąż płaczę…” —
śpiewa dziewczyna, która kocha, tęskni i wierzy,
że miłość potrafi przetrwać nawet największe burze.
Bo przecież bez miłości — czy byłaby niepodległość?
A na koniec przenieśliśmy się do powojennej Warszawy,
Warszawy, co wstała z ruin, odkurzyła kurz z ramion
i powiedziała: „A teraz znów będę żyć!”
Tam, w małym pokoiku, gdzie „okna, drzwi — to majątek mój cały”,
rozbrzmiewa piosenka „Warszawa, ja i Ty”.
Bo nie trzeba bogactwa, by być szczęśliwym.
Wystarczy mieć kogoś obok, mieć przyjaźń, miłość i wiarę.
A Wisła niech szumi jak wtedy — spokojnie, czule, nadzieją.
Więc w dniu Niepodległości,
świętowaliśmy nie tylko pamięć i historię,
ale też radość, serdeczność i wdzięczność.
Bo Polska to nie tylko daty i granice —
to my: ludzie, śmiech, muzyka i wspólne świętowanie.