Klub pożeraczy książek

Klub pożeraczy książek

        • Wakacje z książką

          • 19.11.2025
          • Gminne obchody Święta Niepodległości

          • Gminne obchody Święta  Niepodległości 
          • Popłynęła muzyka znad Wisły i występowała  nasza  Niepodległa kapela!

             Klub pożeraczy książek, który na co dzień pochłania słowa,

            tym razem postanowił pochłonąć… dźwięki!

            I tak oto powstała nasza Niepodległa kapela —

            zrodzona z miłości do książek, historii i muzyki.

            A skoro świętowaliśmy wolność, to z radością, nie z zadumą.

            Bo przecież cieszyć się wolnością to także cieszyć się życiem!

            Dlatego na naszym występie było trochę śmiechu, trochę wzruszenia

            i dużo muzyki prosto z serca.

            A że — jak wiadomo — Ojczyzna jest rodzaju żeńskiego,

            to zaczęliśmy od piosenki „Baby”.

            Bo spróbuj, człowieku, żyć bez Ojczyzny — jak bez baby!

            Nie da się!

            Czasem zrzędzi, czasem się gniewa, czasem rozkazuje,

            ale bez niej świat byłby zupełnie pusty.

            Więc śpiewaliśmy właśnie o Niej —

            naszej, pięknej, kapryśnej i kochanej Polsce.

            A potem przenieśliśmy się do dawnej Warszawy —

            tej z czasów, gdy po Krakowskim Przedmieściu spacerował                                                                       

            Eugeniusz Bodo, aktor, piosenkarz i ulubieniec kobiet,

            człowiek, który łączył elegancję z uśmiechem i talentem.

            To właśnie w „Europejskiej”, wśród zapachu kawy i dźwięków orkiestry,

            bywał często — otoczony przyjaciółmi, artystami i damami,

            które nuciły pod nosem jego najnowsze przeboje.

            Przy sąsiednim stoliku siadywał Wieniawa-Długoszowski —

            adiutant Marszałka Piłsudskiego, oficer z fantazją, kawalerzysta i poeta,

            który mawiał, że „prawdziwy mężczyzna nigdy nie rozstaje się z koniem, szablą i humorem”.

            A gdzieś obok, jakby mimochodem, mogła pojawić się słynna Mistinguett —

            paryska gwiazda kabaretu, uosobienie wdzięku, elegancji i kobiecego uroku,

            która zachwycała całą Europę i była symbolem stylu tamtych lat.

            To właśnie w takiej atmosferze pojawia się Nikodem —

            ten, co ma „filmową urodę, dystynkcję i sportowy styl”.

            Piosenka „Nikodem”przeniosła

             nas w świat elegancji, dźwięków i przedwojennego czaru.

            Bo Warszawa tamtych lat to nie tylko historia —

            to rytm, wdzięk i odrobina szaleństwa.

            Ale w życiu zawsze jest miejsce na uczucia.

            O nich opowiadała kolejna piosenka — „Stachu”.

            „Stachu, ja o Tobie wciąż płaczę…” —

            śpiewa dziewczyna, która kocha, tęskni i wierzy,

            że miłość potrafi przetrwać nawet największe burze.

            Bo przecież bez miłości — czy byłaby niepodległość?

            A na koniec przenieśliśmy się do powojennej Warszawy,

            Warszawy, co wstała z ruin, odkurzyła kurz z ramion

            i powiedziała: „A teraz znów będę żyć!”

            Tam, w małym pokoiku, gdzie „okna, drzwi — to majątek mój cały”,

            rozbrzmiewa piosenka „Warszawa, ja i Ty”.

            Bo nie trzeba bogactwa, by być szczęśliwym.

            Wystarczy mieć kogoś obok, mieć przyjaźń, miłość i wiarę.

            A Wisła niech szumi jak wtedy — spokojnie, czule, nadzieją.

            Więc  w dniu Niepodległości,

            świętowaliśmy  nie tylko pamięć i historię,

            ale też radość, serdeczność i wdzięczność.

            Bo Polska to nie tylko daty i granice —

            to my: ludzie, śmiech, muzyka i wspólne świętowanie.

          • Wróć do listy artykułów
  • Galeria zdjęć

    • brak danych